sobota, 3 stycznia 2015

Upadek - Rozdział 1

Sala, w której właśnie znajdował się Alex, nie różniła się niczym szczególnym od innych sal Białej Akademii - była wysoka, zbudowana z białego kamienia, z katedrą i biurkiem, które górowało nad pulpitami uczniów. Za ciężkim, zrobionym z ciemnego drewna nauczycielskim blatem wisiała czarna tablica, tym razem bez żadnych wzorów i obliczeń pisanych maleńkimi literkami, które i bez tego były dla przeciętnych uczniów niezrozumiałe. Obecnie tablicę pokrywało kilka starannych rysunków. Niedźwiedź, kot, waga, korona, kwiat lilii... Alex całą lekcję wodził wzrokiem po obrazkach. Czasami tylko przerzucał wzrok na małą, starszą kobietę która obecnie prowadziła lekcje etyki. Pani Katno była jedyną nauczycielką, której lekcje były wyjątkowo spokojne, nie zakłócane nawet przez największych kawalarzy, a zawdzięczała to swojej anielskiej cierpliwości do uczniów. Potrafiła świetnie wyłożyć każdy temat. Gdybyśmy mieli teorię magii z nią - myślał Alex - to nawet najgłupsi by zdali. Nie skupiał się zbytnio na temacie lekcji. Był tak prosty, że nie było nikogo, kto nie wiedziałby, jakie znaczenie mają tesse. Kątem świadomości rejestrował ciepły głos nauczycielki.
- Każdy wie co to tesse. To medaliony, które towarzyszą nam przez całe życie, a które otrzymujemy podczas ceremonii kiedy mamy po piętnaście lat. Symbolizują nasze życie. Czasami są proste do zrozumienia - powiodła wskaźnikiem po koronie i kwiecie lilii - Korona najczęściej jest elementem medalionów osób, których życie związane będzie z polityką królestwa. Za to kwiat lilii jest symbolem niektórych magów. Jednak są tesse, których znaczenie jest ciężko rozszyfrować. Mówi się, że są tajemne, dopóki nie zdarzy się w naszym życiu coś, co je wyjaśnia - Kobieta wskazała rysunek niedźwiedzia. Alex zdążył już dokładnie mu się przyjrzeć. Wielki, stojący na dwóch łapach, z rozwartą paszczą, jakby ryczał. Chłopak zaczął uważniej słuchać słów pani Katno.
- Ciężko jest rozszyfrować wiele symboli. Na przykład niedźwiedź. Jego postawa może symbolizować siłę, a ryk dominację. Jednak równie możliwe jest, że to niedźwiedzica, która właśnie straciła młode, i ryczy z tęsknoty... - Nauczycielka odwróciła się do klasy. Jej twarz była poważna - Interpretacji jest wiele. Sami już od dwóch lat macie swoje medaliony, i na pewno nie wszystko jest jeszcze dla was jasne. Tak naprawdę, wszystkie tesse są w większym lub mniejszym stopniu tajemnicze, a ich znaczenie niepewne. Możemy tylko snuć domysły...
Alex znowu przestał słuchać. Jego ławka stała w ostatnim rzędzie, dzięki czemu bez problemu mógł wszystkich obserwować. Teraz przyglądał się chłopakom z sąsiedniej ławki. Jeden z nich był synem doradcy królewskiego i właśnie popisywał się swoim medalionem. Trzymał w dłoni srebrnego pawia z rozpostartym ogonem, który stał na koronie. Dobrobyt, duma, wysoka rangą służba u króla. Razem z przyjacielem z ławki uśmiechali się złośliwie, kiedy błysk srebra przyciągał spojrzenia innych uczniów - zazdrosne chłopców i pełne podziwu dziewczyn. Alex przewrócił oczami. Uważał te popisy za głupie i dziecinne. Sam trzymał swój medalion schowany za koszulą, mimo że był z niego dumny. Wolał, aby jego przeznaczenia nie znał nikt oprócz niego. Inną kwestią było to, że jego złoty, stojący dumnie labrador był tesse tajemnym...
- Ej, Alex, żyjesz? - Connor szturchnął siedzącego obok blondyna - Czyżbyś zakochał się w Victorze? - wskazał brodą na chłopaka z medalionem pawia - Gapisz się na niego od dziesięciu minut...
- Co? Nie! - ocknął się Alex - Po prostu się zamyśliłem... - błękitne oczy chłopaka zdawały się spoglądać w pustkę. Znowu zaczął błądzić myślami wokół swojego medalionu. Co on może znaczyć? Wierność, duma, zdrada, lojalność, cierpienie... Nie znał chyba żadnej osoby, której tesse przedstawiało samo zwierzę, bez innych "pomocniczych" symboli. Raczej nieczęsto zdarzało się, żeby medalion składał się z mniej niż trzech elementów - no, chyba, że był oczywisty, tak jak Victora... Jednak Alexa zdecydowanie nie był. Jeśli już w medalionach pojawiały się psy, zwykle nie wiadomo było, jakiej są rasy. Ważna była tylko ich obecność. A on dostał dokładne określenie. Labrador. Więc może nienawiść do innych ras? Nie wydawało mu się to prawdopodobne. Wiedział, że Veol zamieszkują trzy odmiany ludzi. Sam był Laryssem, a Necome ani zwykłych ludzi nigdy nie widział, ale nie czuł do nich... niczego. Nie wierzył nawet w stereotypy, które były wszędzie dostępne. Spojrzał na przyjaciela. Chociaż byli tej samej rasy, wyglądał inaczej. Miał brązowe, kudłate włosy i czekoladowe oczy. Zawsze zastanawiał się, kim była jego matka, która zmarła, kiedy był mały. Alex uważał, że nie mogła być zwykłą Larysską, bo wtedy jej syn byłby albo blondynem, albo rudy... Ale na pewno nie miałby ciemnych włosów. Zbyt rzadko zdarzało się, żeby wśród górskiego ludu ktoś miał brązowe czy czarne włosy, chyba że chociaż po części był innej rasy. Nie zwracał w ogóle uwagi na Connora, któremu usta się nie zamykały.
- Ej, idziesz potem ze mną do piekarni. Ojciec potrzebuje teraz do roboty wszystkich ludzi, jakich uda mu się znaleźć. Nieźle możesz zarobić - Chłopak uśmiechnął się z rozmarzeniem. Jako syn piekarza nigdy nie dostawał pieniędzy za pomoc przy wypieku. Pan Menor uznawał to za praktykę na przyszłość. Alex przyjrzał się sąsiadowi z niemym podejrzeniem w oczach.
- Do tej pory, kiedy Twój ojciec potrzebował pomocy, omijaliśmy piekarnię szerokim łukiem. Zwłaszcza jeśli można było zarobić - Oparł się wygodnie o krzesło - Ładna jest chociaż? - spytał, chociaż doskonale wiedział o kogo chodzi. Niedawno przy wypieku zaczęła pracować nowa dziewczyna. Nie znał jej imienia, kojarzył ją jedynie z wyglądu. Nie była wyjątkowo piękna, ale miała w sobie coś, dzięki czemu każdy ją lubił. Przyjaciel uśmiechnął się i zaczął pakować papiery do torby. Alex poszedł w jego ślady, i już po chwili wyszli z klasy, poprzedzeni dzwonkiem kończącym dzisiejsze lekcje. Szli długim, wysoko sklepionym korytarzem, którego białe ściany jaśniały od ciepłego światła lejącego się z szerokich okien.
- Znowu będziemy to wałkować? Rude włosy, granatowe oczy, niższa od ciebie - Connor nie mógł się powstrzymać, żeby tego nie dodać. Jego przyjaciel był wysoki i lepiej zbudowany niż większość rówieśników, i chociaż nigdy się tym nie wywyższał, Connor czasami dziwnie się przy nim czuł. Sam sobie wybrałeś za przyjaciela przyszłego szermierza - myślał wtedy. Chociaż Alex z natury był skromny, Connor wiedział, że jest jednym z najlepszych uczniów sir Ronneya. On osobiście już stawiał go pośród najlepszych rycerzy królestwa.
- To widzimy się później w piekarni - Uśmiechnął się, myśląc, że Alex jak zawsze pójdzie na arenę, gdzie zwykle przyszli rycerze mają morderczy trening. Jednak tym razem się pomylił.
- Wszyscy pojechali do stolicy. Mamy wolne. - Chłopak nadal szedł obok niego.
- Nie macie żadnego zastępstwa? - Dopytywał Connor, ale przyjaciel tylko kręcił głową.
- Żadnego. Uczę się tu już od trzech lat, ale jeszcze nigdy tak nie było. Sytuacja musiała być wyjątkowa - nie wydawał się tym zmartwiony - To w czym tym razem trzeba pomóc?
- To co zawsze - wyrabianie ciasta, pieczenie i tak dalej...
Przyjaciele, rozmawiając, wyszli na dziedziniec. Na środku kamiennego placu stała marmurowa fontanna z pomnikiem jeźdźca, a dookoła rósł zadbany ogród pełen krzewów i karłowatych drzew, które rosły bez żadnego ustalonego porządku. Mimo chaotycznego wzoru ogród wydawał się piękny i obiegał szeroki teren dookoła trzech budynków Białej Akademii. Wszystkie były zbudowane z białego kamienia, pełne wysokich okien i kolumn podtrzymujących piętra. Wejścia zdobiły kunsztownie wykonane portale, a dach pokryto błękitną dachówką. Wyjątkiem była kopuła głównego budynku, która mieściła obserwatorium astronomiczne; była oszklona.
Budynki najbogatszych mieszkańców kolorystycznie niewiele różniły się od Akademii. Zawdzięczały wygląd nietypowemu położeniu - miasto znajdowało się wysoko w górach, otoczone grubym murem z jednej strony, a z trzech innych stromymi stokami, wewnątrz których wydrążone były głębokie kopalnie. To stamtąd wydobywano białe kamienie, które były trwalsze od zwykłych głazów. Jedyną możliwością dotarcia do miasta było wejście od południa, przez pilnie strzeżoną bramę. Nix było jedną z niezdobytych Larysskich fortec.
Chłopcy szybkim krokiem przeszli przez dziedziniec, a później dzielnice najzamożniejszych mieszkańców. Kierowali się do piekarni pana Menora. Connora pierwszy raz tak cieszyła perspektywa pomocy ojcu.
- Wiedziałeś, że przedmieścia spłonęły? - Oboje doskonale wiedzieli, ale nikt nie chciał poruszać tego tematu w szkole. Wesoła atmosfera natychmiast znikła - Nikt nie gasił pożaru. Postawiono jedynie strażników przy skałkach, żeby nikt nie mógł wejść ani wyjść - Chłopak mówił cichym, ponurym głosem. Mianem skałek określano plac dookoła miasta, który oddzielał najbiedniejsze przedmieścia od reszty miasta. Nazwę zawdzięczał od niskiego, zniszczonego murku biegnącego środkiem placu.
- Podobno przeżyli tylko ci, którzy obecnie byli głębiej w mieście - Alex czuł ucisk w gardle, kiedy o tym mówił. Wiedział, że cierpi zbyt wielu niewinnych - Teraz nie mają gdzie się podziać, żyjąc na tym spalonym gruzowisku.
- Mój ojciec pozwolił czeladnikom zamieszkać w izbach nad piekarnią, tam gdzie czasami nocowali, kiedy było dużo roboty. Ale nie pomożemy wszystkim - Connor także był przygaszony. Zdawali sobie sprawę, że ogień musiał być celowo podłożony, a do tego kierowany magią, ale nie mieli odwagi powiedzieć tego na głos. Nawet głupi wie, że kamienie nie płoną. Od kiedy w zamku zamieszkał nowy baron, działy się coraz dziwniejsze rzeczy. W milczeniu szli w stronę piekarni. Już z daleka czuli zapach świeżego chleba, który otoczył ich, kiedy przekroczyli tylne drzwi szarego budynku. Od progu powitał ich wesoły gwar i ciepło pieców, a ponury nastrój zastąpił nawał pracy.
- Bierzcie i chodźcie, wszystkie ręce są potrzebne! - Rudowłosa dziewczyna rzuciła im dwa białe fartuchy. Miała na sobie prostą, szarą sukienkę z rękawami podwiniętymi do łokci i włosy splecione w skromny warkocz, do tego cała była ubrudzona mąką.
- Hej, Lotos! Co trzeba zrobić? - na jej widok Connor bez marudzenia ubrał fartuch, ale jego przyjaciel oddał swój dziewczynie. Wzięła go zdziwiona.
- A ty, Alex? - Do tej pory nie wiedział, jak Lotos udaje się zapamiętać wszystkie imiona, jakie usłyszy. Poznałaby nawet klienta, który kupował chleb miesiąc temu - Nie wymigasz się od roboty. Lepiej bierz ten fartuch, zanim pan Menor cię zauważy.
- Lepiej żebym nie brał tego fartucha, chyba że w końcu pieczecie bułki z węglem - uśmiechnął się porozumiewawczo do przyjaciela. Po chwili zobaczył błysk zrozumienia w oczach dziewczyny.
- Zapomniałam, wybacz. Ostatnio mamy tu tyle roboty, że ciężko jest wyrobić normę - zaśmiała się. Nie bała się pracy - Dobrze, koniec tych pogaduszek. Chodź Connor, przyniesiesz mąkę. Alex, pomóż Andree przy piecach - Obróciła się i poprowadziła Connora do magazynu (chociaż chłopak doskonale znał drogę). Alex uśmiechnął się, idąc na drugą stronę piekarni. Chwilę później razem z Andree pilnowali żaru w ośmiu piekarskich piecach.

29 komentarzy:

  1. Nie odrużniam Alexa od Connora ;) ale spokojnie ja mam tak zawsze XD to opowiadanie było fajowe tyle że nie do końca mogłam się skupić przez młodszą siostre -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, po 3 - 4 rozdziałach ten problem sam zniknie :)

      Usuń
  2. fajne opowiadanie, masz talent :)

    to ja gilliansnowrock(dałaś mi komentarz, pamiętasz?:) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Oczywiście, że Cię pamiętam, mam zapisany Twój blog ;)

      Usuń
  3. Zapowiada się ciekawie, mam nadzieję, że dowiem się więcej szczegółów o całym tym świecie, bo narazie to wszystko jest takie tajemnicze :) (mam nadzieję, że mnie pamiętasz, byłaś u mnie na blogu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) To po prostu jest mój styl pisania - uwielbiam wprowadzać trochę niedomówień czy tajemnic, żeby czytelnik się pogłowił. I chociaż z czasem wiele się wyjaśni, to postaram się, żeby nic nie było tak oczywiste, jak się wydaje ;D
      Pewnie, że pamiętam Twojego bloga. Cały czas czekam na nowy wpis, po prostu niekiedy nie mam czasu sensownie skomentować :/ Biorę się za 5 rozdział :)

      Usuń
  4. Hmmm... nie jestem jakąś wielką fanką fantasy, ogólnie to dla mnie jest za dużo tego wszystkiego w tym temacie. ;)
    Niemniej jednak będę wpadać i zaglądać, jak mnie wbijesz w krzesło to gratulacje :D

    Spider

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Postaram się nie zawieść ;D Osobiście przyznam, że bardzo lubię fantasy, ale i tak ciężko mi jest znaleźć coś, co idealnie trafi w mój gust :P Czasami człowiek jest chyba zbyt wymagający...

      Usuń
    2. Szczególnie ja :D Jestem wybredna, lubię się czepiać, ciężko mi zaimponować... :D

      Usuń
    3. E tam, nie mam problemu z krytyką i czepialstwem :3 Zawsze jakaś lekcja na przyszłość :P Ale ostrzegam, że jeśli spodziewasz się jakiegoś romansu w roli głównej... To niestety, nie u mnie ;)

      Usuń
  5. Twój blog został dodany do Magicznej Przystani Blogów.
    http://magicznaprzystanblogowelfik.blogspot.com/p/fantastyka.html
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Elfik Book

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i także pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Proszę dodaj i mój http://marcysia1.bloa.pl

      Usuń
  6. Prawdę mówiąc to niczego się nie spodziewam, nie lubię sobie psuć zabawy i czegoś oczekiwać, bo wiadomo, że nie uda się każdemu przypaść do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award!
    pytania i więcej informacji tutaj:

    http://cien-w-lesie.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Pierwsze co pomyślałam, czytając o szkole magii - Hogwart! Ale wystarczyło bardziej zagłębić się w tekst, żeby zobaczyć, że to zupełnie coś innego.
    Prolog mnie zmylił, spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a mimo to nie jestem zawiedziona. W moment pochłonęłam cały tekst, bo jak już wspomniałam, masz świetny styl.
    Intrygujące są te medaliony. Sama nie mam pojęcia co może symbolizować labrador: wierność, zaufanie, szczęście? Nie, to mi nie pasuje. W każdym razie, jestem zafascynowana, oczywiście czekam na więcej!
    Serdecznie pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Przyznam, że weny mam aż zadość, tylko czasu brakuje... Ale cóż, koniec wymówek, idę kończyć ten rozdział! >_<
      Medaliony są ważną częścią całego opowiadania, ale nie chcę zdradzać o co chodzi. Może w najbliższych rozdziałach coś ujawnię :D

      Usuń
  9. Twój blog został pomyślnie dodany do spisu!
    Katalogowy Świat

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawie się zapowiada. Watek medalionów interesujący, bardzo orginalne ;)
    Lektóra pochłonęła mnie do reszty więc ide czytać następny rozdział ;)

    Życze weny :)
    Oyama

    OdpowiedzUsuń
  11. jdhncgxmwliuvgtnliuglxiumxglsueifgvblkusy4xlnawgeurlvnutgxnltvbytgfnucleinvliutbiulcniygmxiyewtgbvluieywalixgueilubvitlayxnuetbvluixmliweugtblciyglinvlmdfyhlvaiu...
    To jest takie cudowne... *.* OMFG Ja to kocham. Jak w ogóle można tak pisać!? Lece czytać następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... Miło, że moje amatorskie opowiadanka dają tyle emocji :)

      Usuń
  12. Zakochałam się w twoim stylu. Jakbym czytała książkę.
    Wiesz co, w "Mrocznych Materiach" dajmony (coś w rodzaju duszy która przybierała kształt zwierzęcia) w kształcie labradorów cechowały służących. W każdym razie mnie samej kojarzą się one z oddaniem.
    Tak się zaczęłam zastanawiać nad tym, jakie tesse mogłabym mieć. Zakładam, że ich znaczenie nie było tak proste do odgadnięcia itd, ale ja widzę swój jako wiedźmińskiego wilka.
    Tak więc genialnie piszesz, wciągnęło mnie. Niestety ale nie mam dużo czasu w tygodniu. Zdążę dzisiaj może zerknąć na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam
    Wilczyca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze się nie zastanawiałam nad tym, jakie tesse mogłabym mieć, ale... Mogę uznać, że takie samo jak mojego ukochanego bohatera, który jeszcze tu namiesza ^^ A mój styl nie jest aż taki dobry, uczę się dopiero xD

      Usuń
    2. Wrrrrr... nie nawidzę jak tak ludzie mówią.
      Uznajmy jedną zasadę: Wilczyca ma zawsze rację. Jak mówi, że styl jest genialny, to jest genialny.

      Usuń
    3. Hahaha, no dobrze, zgodzę się... Ale i tak wiem swoje :D

      Usuń
  13. Hm, będę ci słodzić ;)
    Czuję się, jakbym czytała książkę - i to w dodatku ciekawą! A t z moich ust duży komplement, uwierz. Rozdział ma taki fajny klimat, i wciąga. Dobrze opisujesz- można sobie wszystko bez większego trudu wyobrazić. Podoba mi się też, e główny bohater jest chłopakiem - unikamy chociaż niebezpieczeństwa, że będzie taką wyidealizowaną, perfekcyjną laleczką jak zwykłe bohaterki opowiadań. Fajnie, że kreujesz świat w którym dzieje się akcja. Uważaj tylko, by się w tym nie zagubić. Spokojnie, trzymam za ciebie kciuki :)
    Pozdrawiam i życzę weny!
    przezstrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja jestem zdania, że opisy to moja zmora, zwłaszcza kiedy nie mam weny :P Jeśli chodzi o głównego bohatera - jakoś zawsze wolałam czytać z perspektywy chłopaka, może dlatego, że nie trzeba [od razu] wprowadzać romansu ^^

      Usuń
  14. Chwilami trochę mieszało mi się kto jest kim i kto co mówi, ale poza tym tekst był zrozumiały. Prezentujesz bardzo bogaty świat, co mi się podoba. Podoba mi się też pomysł z tymi medalionami. Genialny. Pawia utożsamiłam sobie od razu z pychą i raczej źle mi się skojarzył ;). Natomiast labrador kojarzy mi się z takim trochę cielakowatym, miluśkim, wiernym przyjacielem który lubi pływać :D Jednak ja mam zwykle głupie skojarzenia, więc nie zwracaj na to uwagi.
    Swoją drogę te naszyjniki przypominają mi trochę zwierzęta z jakiegoś filmu, który kiedyś oglądałam, które reprezentowały cechy swoich "właścicieli". Żałuję, że nie ma kontynuacji owego filmu bo pomysł wydał mi się ciekawy, podobnie jak Twój z tymi medalionami.
    O bohaterach na razie niewiele mogę powiedzieć, ale pewnie dowiem się czegoś więcej w kolejnych rozdziałach.

    Pozdrawiam i przy okazji zapraszam również do siebie,
    Mandragora

    OdpowiedzUsuń

Nomida zaczarowane-szablony